Wewnętrzne Dziecko 1
Miarą dorosłości jest umiejętność zaopiekowania się swoim Wewnętrznym Dzieckiem.

Mieszka w Tobie. Czasem siedzi sobie cichutko, czasem płacze, a czasem cieszy się jak… dziecko. Na pewno czujesz jego obecność, choć może nie potrafisz tych odczuć nazwać. Pozwól zatem, że pomogę Ci nawiązać z nim kontakt. Pozwól, że przedstawię Ci… Twoje Wewnętrzne Dziecko.

KIM JEST TWOJE WEWNĘTRZNE DZIECKO?

1. To Twoje wspomnienie siebie samego z okresu dzieciństwa. Podejrzewam, że pamiętasz dokładnie, jak wtedy wyglądałeś, jak się zachowywałeś albo w jaki sposób bawiłeś się czy spędzałeś czas. Pamiętasz, co lubiłeś robić? A jakie były Twoje ulubione potrawy? Co sprawiło Ci najwięcej przyjemności? Czy miałeś swoje małe przyzwyczajenia, dziecięce rytuały?

Jeśli zamkniesz oczy i przywołasz te wspomnienia, na pewno pojawi się mnóstwo obrazów. Niektóre z nich mogą być tak wyraźne, jakby ujęte na nich sceny właśnie rozgrywały się przed Twoimi oczami. Wybierz na początek jedno ze wspomnień. Spróbuj wejść w nie głębiej. Rozejrzyj się wokół, przyjrzyj uważnie szczegółom. Pozwól też przepływać uczuciom, jakie pojawiają się, kiedy doświadczasz tamtych wspomnień. Przyjrzyj się też samemu sobie jako dziecku. Ile masz lat? Jak wyglądasz? W jakim jesteś nastroju? Co robisz i jak się zachowujesz? Wszystko ma znaczenie. Im więcej dowiesz się o tym małym człowieku z Twojej przeszłości, tym łatwiej będzie Ci go zrozumieć i zaopiekować się nim.

2. Wewnętrzne Dziecko to ta część Ciebie, która w rozmaitych sytuacjach przyjmuje postawy, zachowuje się i reaguje po – nazwijmy to w ten sposób – dziecięcemu. To także te z Twoich cech i zachowań, które nie zmieniły się, mimo że dawno już dorosłeś. Mam tu na myśli zarówno cały zespół cech i zachowań „pozytywnych”, jak: umiejętność cieszenia się bez zahamowań, zabawy, nieskrępowanej radości i zaangażowania w pełni; jak i reakcje oraz postawy „negatywne”: tupanie nóżkami, kiedy coś idzie nie po myśli, obrażanie się i „zabieranie swoich zabawek z piaskownicy” czy nieustające zabieganie o czyjąś uwagę i zainteresowanie. Dodam tylko, że celowo określenia „pozytywne” oraz „negatywne” wzięłam w cudzysłów, nadając im tym samym jedynie funkcję roboczą, a nie oceniającą, bo przecież nawet tupanie nóżką może być przydatne i wcale nie musi być złe, o ile stosowane jest świadomie.

3. Dziecko, które w sobie masz to także jedna z Twoich licznych osobowości (nazywanych podosobowościami lub subosobowościami – jako kalka językowa od angielskiego subpersonalities). Tak, tak, jest Was tam w środku znacznie więcej. Czasem jest nawet dość tłoczno. Możemy tam znaleźć między innymi Wewnętrznego Rodzica, Dorosłego, Ucznia, Nauczyciela. Nimi jednak zajmę się przy innej okazji, tutaj bowiem cała nasza uwaga skupiona jest na Dziecku.

JAK NAWIĄZAĆ KONTAKT Z WEWNĘTRZNYM DZIECKIEM?

Sposobów na nawiązanie kontaktu z Wewnętrznym Dzieckiem jest całe mnóstwo, dokładnie tak, jak sposobów na nawiązanie kontaktu… ze sobą. W wielkim uproszczeniu każda metoda będzie się jednak opierała na poświęceniu samemu sobie uwagi i zainteresowania. Tym razem ogniskować się będziesz na wszystkich tych aspektach, które pomogą Ci dotrzeć do mieszkającego w Tobie Dziecka.

Obserwacja siebie

Najlepszym pierwszym krokiem do samopoznania, a tym samym do dostrzeżenia różnych swoich osobowości i aspektów, jest właśnie obserwacja samego siebie, swoich emocji, zachowań czy reakcji na różne zdarzenia. Szczególnie przydatne są te wnioski, które wyciągniemy z sytuacji trudnych albo wyjątkowo wyrazistych i zaskakujących, bo niecodziennych.

Na pewno wielu z nas zdarza się, bądź zdarzało, wybuchnąć czy zareagować nieadekwatnie do sytuacji. Nakrzyczeć na kogoś, mimo że ta osoba nie zrobiła nam nic aż tak złego. Rozpłakać się z powodu jakiejś „błahostki”, która w danym momencie wydawała nam się czymś szalenie ważnym. Czy też obrazić się na kogoś tylko dlatego, że ten ktoś nie przyznał nam racji. Brzmi znajomo? Bardzo prawdopodobne, że tak! I co w takich sytuacjach robimy?

Zdarza się, że ignorujemy to zupełnie i po tym, jak emocje opadną, wracamy do naszej codziennej rutyny, starając się o sprawie zapomnieć. Jeśli wspięliśmy się już nieco wyżej po szczeblach drabiny samoświadomości, to prawdopodobnie zatrzymamy się choć na chwilę, żeby sprawdzić, dlaczego się tak zachowaliśmy. Tyle tylko, że i tutaj często szukamy przyczyn w zasięgu wzroku, czyli wydarzeniach bądź okolicznościach z tu i teraz albo ostatnich kilku dni, tygodni, ewentualnie miesięcy. Na pewno jednak w obrębie naszej dorosłości. Bo powód znajdzie się zawsze: zmęczenie, stres, zbyt dużo pracy bądź praca nielubiana, kłótnia z partnerem czy wszechwinna pogoda! I choć czynniki te z pewnością wpływają na nasze samopoczucie, w tym także na adekwatność naszych zachowań w różnych sytuacjach, to niezwykle często prawdziwa, bo pierwotna przyczyna leży znacznie głębiej. W naszym dzieciństwie.

To tam znajdziemy źródła wielu naszych zachować i reakcji. I nie chodzi o poszukiwania poprzez głęboką autoterapię, w trakcie której na czynniki pierwsze rozłożymy całe swoje dzieciństwo, dokopując się przy tym najczarniejszych wspomnień (na ten poziom warto już jednak schodzić w asyście specjalisty), ale o znalezienie i przypomnienie sobie sytuacji, w których jako dziecko reagowaliśmy w sposób podobny do tego, który przydarzył nam się teraz. Warto bowiem przypomnieć, że wiele z naszych dorosłych zachowań to zwyczajnie działanie mechanizmów, które poznaliśmy w dzieciństwie, kiedy to z danymi sytuacjami spotykaliśmy się po raz pierwszy.

Kiedy zatem zdarzy Ci się zareagować w ten sposób, kiedy poczujesz, że Twoje zachowanie jakby „przerasta Cię”, pojawiają się bowiem silne emocje nieadekwatnie do sytuacji, zastanów się, czy to przypadkiem nie tyle Ty-Dorosły, ile Ty-Dziecko poczułeś się zraniony, zlekceważony czy skrytykowany. Sprawdź, czy na pewno czujesz się w takiej chwili jak człowiek dorosły, który ma wpływ na daną sytuację, potrafi zrozumieć ją i rozwiązać z dbałością o swoje potrzeby i szacunkiem dla potrzeb drugiej strony. A może czujesz się raczej jak bezbronne dziecko, które nie wie, co zrobić, a nawet, czy wolno mu zrobić cokolwiek. Być może przypomnisz sobie konkretną sytuację z przeszłości, w której na przykład rodzic czy nauczyciel skarcił Cię bądź niesprawiedliwie ocenił, mówiąc do Ciebie dokładnie w takim samym tonie, jak osoba, na którą reagujesz tak silnie w tej chwili. Pomyśl, dlaczego choć jesteś w stanie przyjąć bądź asertywnie zareagować na przeróżne formy krytyki, to jedno słowo, którego używała ważna dla Ciebie-Dziecka osoba, karcąc Cię, sprawia, że tracisz panowanie zarówno nad sobą, jak i całą sytuacją…

Ważne jest też to, że nasze Wewnętrzne Dziecko objawia się nie tylko w sytuacjach trudnych, ale i bardzo przyjemnych, zwłaszcza tych, kiedy nawet nas samych zaskakują nasze zachowania. Wyobraź sobie, że idziesz na przyjęcie do przyjaciół i okazuje się, że w ogrodzie jest wielka trampolina, a Ciebie nie trzeba długo zachęcać, żebyś na nią wskoczył. Czujesz całym sobą, że tego Ci właśnie potrzeba. Skaczesz bez skrępowania, śmiejesz się w głos, upadasz i nic sobie z tego nie robisz, zrzucasz przepoconą koszulę, którą jeszcze godzinę temu prasowałeś z zawzięciem godnym przykładnego Dorosłego-Perfekcjonisty. Puszczają wszelkie konwenanse, a Ty niewiele sobie z nich robisz. Czujesz rozpierającą Cię radość i beztroskę, a wszelkie opinie reszty świata schowałeś głęboko na dnie kieszeni!

Kiedy już wyskaczesz się do woli, zatrzymaj się na moment i pomyśl, jaka część Ciebie bawiła się tam, na tej trampolinie, najlepiej. To właśnie było Twoje Wewnętrzne Dziecko, któremu zwyczajnie pozwoliłeś realizować jego pragnienia. Bo przecież każdy człowiek, niezależnie od wieku, nosi w sobie pragnienia z różnych etapów swojego rozwoju. Potrzeba beztroski nie umiera wraz z wejściem w dorosłość, a fakt, że wkrótce skończysz kolejne -dzieści lat wcale nie oznacza, że nie chciałbyś czasem poczuć dziecięcej swobody i zaangażowania. Dzięki takiej obserwacji siebie dowiadujesz się, co sprawia Tobie (i Twojemu Wewnętrznemu Dziecku) radość i będziesz mógł zadbać, żeby takich sytuacji było więcej.

Najczęstsze spośród pojawiających się w Tobie emocji, które z naprawdę dużym prawdopodobieństwem możesz przypisać swojemu Wewnętrznemu Dziecku to: strach, smutek, bezbronność, niemoc, poniżenie z jednej strony oraz wielka radość, beztroska, swoboda, nieskrępowanie, niezachwiana wiara z drugiej. To tam, w emocjach silnych, czystych i przeżywanych na 100% mieszka Twoje Wewnętrzne Dziecko.

Terapia i warsztaty

Każda forma rozwojowa czy terapeutyczna, którą zdecydujesz się rozpocząć, będzie dobrą drogą do nawiązania kontaktu z Wewnętrznym Dzieckiem. Czy to poprzez pracę z terapeutą, czy w trakcie warsztatów rozwojowych, grup wsparcia bądź nawet szczerej rozmowy z przyjacielem możesz przyglądać się swojej przeszłości, by jak najlepiej zrozumieć Dziecko w sobie. Z moich osobistych doświadczeń terapeutycznych i rozwojowych wynika, że każda forma kontaktu z samym sobą prowadzi wcześniej czy później do Wewnętrznego Dziecka. Jakiekolwiek podosobowości byśmy bowiem nie dotykali, to każda z nich była przecież kiedyś dzieckiem!

Niektórzy wyśmiewają wszelkie praktyki psychoterapeutyczne, mówiąc, że nie ma co rozkminiać, bo i tak okaże się, że to wina naszych rodziców i że zwyczajnie wszyscy mieliśmy spieprzone dzieciństwo. Cóż, trzeba przyznać, że w tym nieuzasadnionym uogólnieniu kryje się ziarenko prawdy. Bo rzeczywiście większość przyczyn naszych obecnych problemów leży w okresie dzieciństwa. Nie chodzi jednak o szukanie winnych czy nawet samej winy. Nie chodzi też o to, że tylko ci, którzy mieli totalnie spieprzone dzieciństwo, doświadczają skutków tamtych zdarzeń w swoim dorosłym życiu. Prawdą jest jednak to, że w pierwszych latach naszego życia zdobywamy najwięcej wiedzy o świecie, budujemy większość naszych bazowych przekonań o nas samych, innych ludziach i otaczającej nas rzeczywistości.

To wtedy najintensywniej obserwujemy, uczymy się i zapisujemy w umyśle tzw. „prawdy”. Część z nich prawdami rzeczywiście jest, jak np. to, że kiedy włożymy rękę do ogniska, to w dużym prawdopodobieństwem (o ile nie opanowaliśmy jakichś technik kontroli umysłu) poparzymy ją sobie. Część jednak – i to znacznie większa niż chcielibyśmy myśleć – to zwyczajne przekonania w stylu: „Moje zdanie się nie liczy”, bo przecież ze zdaniem dziecka liczy się mało kto, a już na pewno nie zajęty ważniejszymi sprawami i przepełniony podobnymi przekonaniami rodzic. Raz zapisana na twardym dysku naszego umysły „prawda” pt. „Moje zdanie się nie liczy” może się natomiast uaktywniać w późniejszym życiu za każdym razem, kiedy próbujemy asertywnie wyartykułować swoje zdanie, poglądy, myśli, a nawet potrzeby. Jest to mechanizm o tyle zadziwiający, co silny. Bo tak, nawet jeśli rozum podpowiada nam, że przecież kto jak kto, ale to ja mam największe prawo do mówienia, czego potrzebuję, to i tak głosik z wnętrza nas woła: „Nie, nieprawda, przecież moje zdanie się nie liczy”.

Dlatego tak szalenie ważne jest, żeby ten głosik usłyszeć i już z perspektywy dorosłego człowieka zapewnić tamtą małą istotkę, że to nie jest prawda. Że prawdą jest, iż jej głos się liczy i że są kwestie, w których jej głos będzie jedynym, który będzie się liczył. Tak długo bowiem, jak długo Twoje Wewnętrzne Dziecko nie poczuje się zauważone, wysłuchane i zaopiekowane, tak długo będzie się o uwagę dopominało!

Pisanie

Nie byłabym sobą, gdybym nie zaproponowała też drogi przez słowo pisane 😉 Można oczywiście sięgnąć po tak różne formy, jak list, wywiad z samym sobą sprzed lat czy po prostu pisanie automatyczne. Tym razem chcę Ci jednak zaproponować nieco inny sposób na zbliżenie się do swojego Wewnętrznego Dziecka. Proponuję, żebyś napisał… opowiadanie, które możesz zacząć od słów: „Było sobie dziecko/mała dziewczynka/mały chłopiec…” Opisz historię dziecka, którym byłeś. Sięgnij przy tym zarówno po rzeczywiste wspomnienia, jak i po swoje dzisiejsze wyobrażenia. Nie ograniczaj się, nie cenzuruj i pamiętaj, że w tym przypadku forma i wszelka poprawność językowa czy dbałość stylistyczna powinny ustąpić miejsca treści i emocjom.

Jedyna moja wskazówka jest taka, żebyś prowadził narrację w trzeciej osobie liczby pojedynczej. Pozwoli Ci to nabrać nieco dystansu i spojrzeć na bohatera swojej opowieści z szerszej perspektywy. Łatwiej będzie Ci też dzięki narracji trzecioosobowej opisać sytuacje, zachowania czy cechy nieprzyjemne bądź te, których nie lubisz. Pisanie w pierwszej osobie mogłoby sprawić, że trudniej byłoby Ci „przyznać” się do „słabości”. Tak bowiem, jako coś wstydliwego wielu z nas traktuje swoją przeszłość, jeśli zdarzało się w niej coś, czego nie akceptujemy lub zwyczajnie nie lubimy. Poza tym tak to jakoś jest, że innych jest nam często łatwiej niż samych siebie zrozumieć i otoczyć opieką. Wykorzystaj więc formę trzecioosobową, aby przyjrzeć się swojemu Wewnętrznym Dziecku z dystansu i w miarę możliwości obiektywnie.

Zadbaj o to, by Twoja opowieść zawierała jak najwięcej szczegółów. Opisz nawet te z pozoru nieistotne. Niech świat przedstawiony pełen jest zapachów, kształtów i kolorów. Niech rozgoszczą się z nim emocje i wrażenia. Jeśli Twój bohater odczuwa złość, pozwól mu ją odczuwać tak długo i silnie, jak potrzebuje. Ważne jest, żeby na papierze znalazło się wszystko, co błąka się po Twojej głowie.

Jak zwykle też zachęcam Cię do pisania odręcznego, dzięki któremu zyskujemy bliższy i głębszy kontakt ze spisywanymi treściami.

Świadkowie historii

Jeśli tylko masz taką możliwość, zawsze możesz zwrócić się do tych, którzy pamiętają Cię jako dziecko. Takie rozmowy mogą pomóc Ci stworzyć w sobie obraz siebie jako dziecka lub uzupełnić ten, który już nakreśliłeś.

Wizualizacja

I wreszcie na koniec jedna z moich ulubionych form nawiązywania kontaktu z którąkolwiek z moich podosobowości, w tym także Wewnętrznym Dzieckiem. Wizualizacja to bardzo skuteczne narzędzie, dzięki któremu jesteśmy w stanie doświadczyć tego, co w naszej racjonalnej codzienności wydaje się nierealne. Jednym z takich nierealnych zdarzeń jest możliwość spotkania z samym sobą sprzed lat, ze swoim Wewnętrznym Dzieckiem.

Dzięki dowolnej technice relaksacyjnej jesteś w stanie wprowadzić się w taki stan, kiedy obrazy z dużą łatwością i lekkością rozwijają się w Twojej wyobraźni. Wystarczy, że skupisz się wtedy na wspomnieniach, przypomnisz sobie kilka konkretnych sytuacji czy przeniesiesz się w znajome miejsca, a obraz Twojego Wewnętrznego Dziecka pojawi się sam. Nic więcej nie musisz wtedy robić. Wystarczy, żebyś pozwolił mu być, żebyś obserwował z uważnością i akceptacją wszystkiego, co się pojawia, wszystkich myśli, uczuć, obrazów i wspomnień.

Możesz spróbować nawiązać z nim kontakt, przywitać, zapytać jak się czuje i czy ma ochotę porozmawiać z Tobą. Być może już podczas pierwszego kontaktu uda Wam się nawiązać relację, spędzić trochę czasu razem. Nie naciskaj jednak. Nie przyśpieszaj nic. Jeśli w swojej wyobraźni spotkasz przestraszone dziecko, które skrywa się w kącie, nie próbuj go stamtąd wyciągnąć. Nie zachęcaj nawet. Po prostu cierpliwie czekaj. Zaufaj, że ono samo da Ci znać, kiedy będzie gotowe na kolejny krok.

Spotkanie w działaniu!

Ach, przepraszam, byłabym zapomniała. Mam w zanadrzu jeszcze jeden sposób na spotkanie swojego Wewnętrznego Dziecka. Tak oczywisty, że niemal mi umknął! Jeśli chcesz od razu dotrzeć do najbogatszych pokładów radości, to spróbuj właśnie tego: spotkaj się z innym dzieckiem! Jeśli jesteś rodzicem albo ciocią czy wujkiem, to na pewno wiesz doskonale, co mam na myśli. Wystarczy tylko, że przy spotkaniu z dzieckiem odłożymy dorosłość na bok i pozwolimy sobie na swobodę, a na efekty nie trzeba będzie długo czekać.

Jeśli natomiast nie masz akurat w swoim otoczeniu żadnego dziecka, to nic straconego. Równie dobrze sprawdzi się bowiem każde działanie w stylu kilkulatka. Idź na plac zabaw, do wesołego miasteczka czy choćby na trzepak. Zrób kilka fikołków, poskacz, pohuśtaj się. Poczuj tę wewnętrzną energię, która budzi się przy każdym Twoim ruchu. Usiądź w domu na dywanie, włącz telewizor czy komputer i obejrzyj bajkę. Najlepiej taką, którą pamiętasz z dzieciństwa. Włącz taką ulubioną kreskówkę i obejrzyj ją oczami dziecka. Wsłuchaj się w reakcje swojego ciała, w emocje, które przychodzą. Ja zupełnie wymiękam przy Reksiu, Kreciku, Misiu Uszatku czy Sąsiadach! Niemal za każdym razem łapię się na tym, że siedzę z otwartymi ustami, przeżywając scenę po scenie. A i nieraz zdarza mi się usłyszeć ten cichutki głosik, który gdzieś ze środka woła: „Uważaj! Nie idź tam!”, kiedy na bohatera czyha niebezpieczeństwo.

ZOBACZ I PRZYJMIJ PRAWDĘ

Ubarwianie własnej przeszłości, zwłaszcza okresu dzieciństwa jest zupełnie naturalnym zjawiskiem. Robimy tak ze względu na lojalność względem naszych rodziców. Nie chcemy przyznać, że popełnili jakiś błąd, bo to oznaczałoby podważenie ich autorytetu. Często to właśnie od nich samych słyszymy, że o rodzicach nie wolno nam mówić, a nawet myśleć źle. Początkowo jesteśmy tego uczeni, później już sami nakładamy na siebie ten przedziwny obowiązek, żeby chronić wizerunek naszych bliskich i nas samych sprzed lat. Zaś wybiórcza pamięć dzielnie nam w tym pomaga.

A przecież nasi rodzice i inni opiekunowie czy bliscy też popełniają błędy, też nie wiedzą, jak postępować, też dają się ponieść emocjom, aż wreszcie też ponoszą konsekwencje tego, że i ich nikt nie nauczył, jak zaopiekować się sobą i innymi. Historia każdego człowieka to przeplatanka chwil przykrych i przyjemnych, smutnych i radosnych. Za każdym razem, kiedy zamykasz oczy na te zdarzenia z przeszłości, o których wołałbyś zapomnieć, to tak, jakbyś mówił swojemu Wewnętrznemu Dziecku: „Akceptuję i przyjmuję tylko Twoją jasną stronę. Ze swoimi problemami uporaj się sam, a ja będę tylko śmiał się z Tobą i cieszył”. Tak, właśnie to robimy dziecku w nas za każdym razem, kiedy udajemy, że krzywdy, jakie mu wyrządzono, to nic poważnego. Dajemy mu wtedy jasny sygnał, że mu nie wierzymy, a jego uczucia nie są dla nas ważne. A przecież tamto dziecko – Ty sprzed lat – miało prawo czuć się skrzywdzone, jeśli z jakiegokolwiek powodu tak się właśnie czuło. Dlatego tak ważne jest, żeby dostrzec i przyjąć prawdę. Nie zawsze będzie ona przyjemna, ale konsekwencje dalszego zamykania się na nią nie pomogą Ci na pewno w relacji z samym sobą i Twoimi bliskimi.

Przyjęcie prawdy o postępowaniu naszych rodziców nie jest równoznacznie z ich ocenianiem, krytykowaniem czy wręcz umniejszaniem ich wartości. Przyznanie: „Tak, moi rodzice nie poświęcali mi tyle uwagi, ile jako dziecko potrzebowałam” to nie to samo co powiedzenie: „Moi rodzice nie spełnili się w swoich rolach i są beznadziejnymi ludźmi, bo kiedy byłam dzieckiem, nie poświęcali mi uwagi”. Dostrzeżenie prawdy to pierwszy krok do zrozumienia i zaakceptowania swojego dotychczasowego życia. Krok konieczny, żeby ruszyć dalej, z nieco już lżejszym bagażem.

CIĄG DALSZY NASTĄPI

Spotkanie i poznanie swojego Wewnętrznego Dziecka oraz nawiązanie z nim kontaktu to dopiero początek przygody. Dlatego w drugiej części tego cyklu przyjrzymy się razem potrzebom tego małego człowieka i zastanowimy się, jak się nim zaopiekować. Ponieważ jednak każda relacja wymaga czasu, by móc się w pełni rozwinąć i nie ma co przyśpieszać jej biegu, to dam Ci teraz czas na to, byś mógł ze swoim Wewnętrznym Dzieckiem zwyczajnie pobyć. Spróbujcie poznać się nieco bliżej, spędźcie razem trochę czasu, pogadajcie, pomilczcie, pobawcie się, pośmiejcie. Możecie też popłakać, pokrzyczeć, poobrażać się i dowolnie przenosić z jednej piaskownicy do drugiej. Róbcie, cokolwiek Wam się zamarzy. Ważne, żebyście oboje czuli nawzajem swoją obecność. To ogromnie dużo! Zwłaszcza na początek!

Tymczasem… dobrego czasu razem!

Udostępnij:
  Paulina Kierzek-Trzeciak
Stosowanie dobrych praktyk to podstawa rozwoju. Dobrą praktyką jest uczenie się z informacji zwrotnych. Czekam na Twoją informację zwrotną. W końcu po to właśnie są komentarze :)